Wieczne “nieukończenie”

Czytaliście o pułapce Continuous Integration? Jeśli nie, polecam zeszłotygodniowy tekst Tomka celnie opisujący to zagadnienie. Nawiążę dziś do niego, a sytuacja, którą opiszę będzie jak najbardziej z życia wzięta. Ilu z nas skazuje się na wieczne “nieukończenie” naszej pracy?

 

Wieczne “nieukończenie”

Zacznijmy od tego, co rozumiemy przez wieczne “nieukończenie”. To sytuacja, w której nie jesteśmy w stanie, nie chcemy lub po prostu wydaje nam się, że nasza praca została zakończona.

Pisząc te słowa spróbowałem znaleźć przykład, gdzie sytuacja taka będzie pozytywna, miejsce, gdzie przesuwanie terminu oddania produktu daje nam jakiś znaczący efekt końcowy. Nie ma znaczenia, czy pracujemy w przydomowym warsztacie nad szafką do pokoju, czy w wielkiej korporacji nad nowatorskim rozwiązaniem, zawsze ta sytuacja będzie miała negatywny wydźwięk.

Dlaczego nie jesteśmy w stanie zakończyć tego co zaczęliśmy? Odpowiedzialne za to mogą być różne czynniki. Prokrastynacja, nadmierny perfekcjonizm, brak skupienia na wykonaniu czynności, ciągłe wrzutki czy… pułapka CI. Nie bez znaczenia jest również nasza obecna sytuacja. Nie ma jednego powodu niekończenia zadań, które rozpoczęliśmy. Sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, niż nam się wydaje.

 

Wstydzę się swojego produktu!

“Wstyd” to ostre słowo, które często stoi za nieskończoną pracą. Kiedy uważasz, że produkt, którym się zajmujesz jest kiepskiej jakości, jego ukończenie staje się praktycznie niemożliwe. Sytuację taką często obserwujemy u osób, które są perfekcjonistami. Ale nie tylko.

Poprzez porównanie do kolegów z pracy, do rynku czy innego punktu odniesienia, możemy wyglądać “gorzej”. A to znaczy, że będziemy chcieli być lepsi. I nie ma w tym nic złego. Ale skąd wiemy, że produkt, nad którym tak ciężko pracowaliśmy w ostatnim czasie jest kolokwialnie mówiąc kiepski, i musimy się go wstydzić?

Temat ten od zawsze mnie zastanawia. Kiedy profesjonalny sportowiec wie, że jest gotowy pojechać na olimpiadę albo spróbować swoich sił w mocniejszym zespole? Kiedy pisarz wie, że stworzona przez niego powieść kryminalna będzie kupowana przez czytelników? Nigdy. Nie powinniśmy sami decydować o tym, że produkt jest gotowy. W większości przypadków nigdy go w ten sposób nie ukończymy.

 

Skutki “nieukończenia”

Skutkami takiego stanu rzeczy są opóźnienia w realizacji, przekroczenia budżetów, stres, stracone szanse i wiele innych. O ile pierwsze z trzech wymienionych są oczywiste i nie ma się co nad nimi rozwodzić, o tyle stracone szanse są szczególnie ważne.

Stracona szansa to coś, co boli nas zawsze najbardziej. Bo nie spróbowaliśmy. Nie dowiedzieliśmy się i nigdy się już nie dowiemy, czy przygotowany przez nas produkt był wartościowy. Czy to boli? Ci z nas, którzy przeżyli tę sytuację wiedzą jak bardzo.

Oczywiście może zdarzyć się również, że wieczne “nieukończenie” nie powstrzyma nas przed wdrożeniem. Ba, może nawet odniesiemy sukces, krzycząc “udało się”!

Na koniec zostaje jednak jedno zasadnicze pytanie – czy całość pracy, którą włożyłem w rozwój produktu była potrzebna i doprowadziła mnie do tego sukcesu? Pytanie to dla dużej części ludzi będzie bezzasadne, w końcu mam to co chciałem. Dla ludzi efektywnie planujących wykorzystanie swojego czasu i zasobów (pieniężnych) będzie miało kapitalne znaczenie. Szczególnie, jeśli okaże się, że  czas poświęcony na wodotryski.

 

MVP i inne…

W jaki sposób znaleźć punkt, w którym nasz produkt jest już “wystarczająco dobry”? Bez problemu uda nam się to dzięki MVP. Nie da się jej jednak wykorzystać tej idei bez iteracyjności. A ona wymaga od nas zderzenia z rynkiem i z klientem. Fachowo nazywamy to odbiciem od klienta. Tylko to pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czy produkt, który przygotowaliśmy jest już gotowy na walkę ze światem.

W przypadku pisarza, o którym mowa powyżej będzie to po prostu wydanie książki. Co po nim? Obserwacja runku, zbieranie informacji zwrotnej (feedbacku) i praca nad elementami, które nie zostały pozytywnie przyjęte. W przypadku profesjonalnego sportowca będą to występy na oficjalnych zawodach, podczas których zdobywa feedback w zakresie wyników. Są one ważnym elementem mającym wpływ na obciążenia treningowe. Dla każdego z nas będzie to pokazanie światu nad czym pracujemy, nawet jeśli nie jest to jeszcze ukończone. Klasyczne Inspect & Adapt.

Dlatego nie możemy wstydzić się swojego produktu. Musimy w niego wierzyć, tak samo jak wierzyć musimy w swoje umiejętności i empirycznie doświadczać. Zdobywając informacje zawsze podążać będziemy w stronę sukcesu. W przeciwnym razie skazani jesteśmy na swój osąd, a dla samych siebie często jesteśmy najsurowszym sędzią.

Łukasz Bręk

14 lat doświadczenia w IT, 7 lat doświadczenia w Scrum, PSM, PSPO, Scrum Master zespołów zwinnych, Product Owner, analityk biznesowy, trener Scrum