Wszystko na papierze

Są takie miejsca, gdzie wszyscy się do siebie uśmiechają, współpracują i sprawiają wrażenie świetnie zgranych. Czar pryska w momencie, w którym ktoś wyciąga nagrania ze spotkania bądź odwołuje się do spisanych ustaleń z przed miesięcy bądź lat. Zwinnie? Nieszczególnie.

 

Na papierze albo na e-mailu

Dzisiejszy tekst nie jest krytyką spisywania ustaleń. Ba, przecież cała idea backlogu to “trzymajmy wymagania w jednym miejscu, w jednej formie, aby nic nam się nie pomieszało”. Bardziej chodzi o to, co siedzi z tyłu naszej głowy.

Idea transparentności mówi o tym, że nie chcemy niczego zamiatać pod dywan. Chcemy, żeby wszystkie zapisy, które służą do podejmowania decyzji odpowiadały rzeczywistości i były dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Transparentność to nie znaczy, że potrzebuję “dupokrytkę” na wszystkie rzeczy, które robimy.

Samoorganizacja to równie piękne hasło, które stoi w sprzeczności z “dupokrytą”. Bo ta ostatnia mówi, że nie kiwniemy palcem bez podkładki na papierze. Dlaczego? Ano dlatego, że jak już przyjdzie do rozliczania winnych za nieuniknione porażki, to chcemy być kryci. To bierna, szkodliwa i zdecydowanie daleka od zwinności postawa.

Przecież w podejściu zwinnym mówimy o eksperymentowaniu, o robieniu nowych i trudnych rzeczy. A skoro tak, to normalne jest, że czasami nam nie wyjdzie. W końcu uczymy się. Nie ma szans na to, że wszystko się uda za pierwszym razem. Stąd błędy i porażki powinny służyć do wyciągania wniosków, a nie do szukania winnych i karania.

Tu trzeba dodać, że jeżeli faktycznie ktoś działa na naszą szkodę, to powinniśmy taką osoba “się zająć”. Ale nie da się pracować zwinnie w środowisku, w którym zakładamy, że wszyscy nasi (współ)pracownicy chcą nam zaszkodzić. Taka paranoja zawsze wyjdzie nam bokiem.

 

Zaufanie i tak dalej

Jeżeli sobie nie ufamy, to oczywiste jest, że będziemy traktować siebie podejrzliwie. A to znaczy, że będziemy próbowali też zwiększyć sobie poczucie bezpieczeństwa, np. spisując wspólne ustalenia. I to jest jeszcze w porządku. Wszyscy wiemy, że pamięć ludzka jest ulotna i trudno się spodziewać, że wszyscy będą pamiętać o wszystkim. Warto spisywać ustalenia, warto zapisywać wymagania (chociażby w formacie User Stories), a o wszystkich zmianach warto transparentnie informować.

“Współpraca” to nie jest puste słowo. Jeżeli faktycznie jesteśmy jednym zespołem, współpracujemy nad osiągnięciem jednego i tego samego, to to, co dobre dla Ciebie, będzie też dobre dla mnie. Jeżeli nasze cele są różne, to faktycznie możemy sobie przeszkadzać. Jeśli zaś mamy sprzeczne cele, to będziemy działali na swoją niekorzyść.

Wojny korporacyjne są wyniszczające dla wszystkich. Niestety, często biorą się z nieumiejętnego podziału celów. Jeżeli Project Manager ma za zadanie dowieźć wszystko w terminie, a Product Owner – zmaksymalizować wartość dostarczanego rozwiązania, nawet kosztem opóźnień i zwiększonych nakładów, to trudno się spodziewać, żeby chodziło im o to samo.

Jeżeli nie gramy do jednej bramki i nie mamy wspólnej wizji bądź celu, to naturalnie będziemy na siebie patrzeć jak na przeciwników. Trudno w ogóle z tym polemizować.

Echa tego znaleźć można w naszym tekście o motywacji. Mamy też na ten temat kilkuminutowy film z przed ponad dwóch lat. Robimy to, co się nam opłaca albo z czego mamy korzyści. Jeżeli chcemy, żeby wszyscy zmierzali w jedną stronę, to wszystkim musi się to tak samo opłacać. Bez tego każdy będzie ciągnął kołderkę w swoją stronę.

Tylko czy jest to jedyny powód, dla którego chcemy mieć wszystko na papierze?

 

Nie zawsze złe intencje

Osoby chcące mieć wszystko na papierze zwykle zakładają też, że nic się nie zmienia, a raz poczynione ustalenia obowiązują do śmierci. Zwinne podejście zakłada coś zupełnie innego – nieuniknione zmiany. Wiemy, że trudno jest opisać coś skomplikowanego w taki sposób, że się nie zmieni w momencie, w którym zabierzemy się do pracy.

“Trzy miesiące temu we wtorek, 7 kwietnia, na spotkaniu o 12:34 powiedziałeś, że nie musimy tego robić, a teraz twierdzisz inaczej…”

Podpieranie się starymi ustaleniami to trochę “podążanie za planem” zamiast “gotowości na zmiany“, znanych z Agile Manifesto. Jeżeli ustaliliśmy A, ale w toku prac okazało się, że lepszą opcją będzie B, to dlaczego mielibyśmy za nią nie podążyć? Pamiętajmy tylko o transparentności i o powiedzeniu wszystkim, co zmieniamy, dlaczego i jakie będzie to miało konsekwencje.

Jest jeszcze jedna smutna prawidłowość, która zadziwiająco często się sprawdza. Te osoby, które najczęściej potrzebują wszystkiego na papierze, bo boją się bycia oskarżonymi lub rozliczania, to bardzo często osoby, które same tak postępują. Taka typowa projekcja – zwykle zakładamy, że wszyscy mają takie same motywacje i chęci jak my.

Ale tu już chyba za bardzo wchodzimy w psychologię. Podsumuję to więc inaczej. Jeżeli spotykamy się z sytuacją w której wszyscy dookoła zbierają na siebie haki, potrzebują pisemnego potwierdzenia każdej pierdoły, przede wszystkim zastanówmy się skąd się to bierze. To nie jest tak, że komuś się to ubzdurało bez powodu albo ktoś to po prostu lubi.

Nie walczmy z “dupokrytami”, bo one w takiej lub innej postaci wrócą. Walczmy z powodem, dla którego one w ogóle się pojawiły. Bo gdzieś ktoś kiedyś stwierdził, że to jest dobry pomysł i przyniesie on takie, czy inne korzyści. Zbadajmy to, odkryjmy prawdziwe powody i może przekonamy się, czemu tak trudno jest nam wdrożyć prawdziwą samoorganizację.

Tomasz Dzierżek

17 lat doświadczenia w IT, 9 lat doświadczenia w Scrum, PSM I-III, Scrum Master zespołów zwinnych, analityk IT, trener Scrum

Click Here to Leave a Comment Below

Leave a Reply: