The Hundred Dollar Method

Tytuł trochę brzmi jak nazwa jakiegoś teleturnieju albo gry, ale zapewniam Was, że Hundred Dollar Method to rewelacyjny sposób na zarządzanie oczekiwaniami wielu interesariuszy. Ta metoda może również przydać się do priorytetyzacji Waszych wymagań. Bez zbędnego gadania przejdźmy więc do rzeczy.

 

Czym jest The Hundred Dollar Method?

Hundred Dollar Method to prosta technika, którą stosujemy w sytuacji, gdy wiele osób musi dogadać się co do kolejności bądź priorytetów elementów na jakiejś liście. Większość z Was pewnie od razu pomyślała o Product Backlogu i nie da się ukryć, że jest to typowe wykorzystanie tej metody. Równie często będziemy też w ten sposób priorytetyzowali Epiki i wybierali wymagania kwalifikujące się do najbliższego wydania.

Metoda jest żenująco wręcz prosta, ale bardzo skuteczna. Najpierw omówmy wszystkie elementy, które chcemy ułożyć w kolejności i rozwiejmy wątpliwości zainteresowanych. Następnie rozdajmy każdemu po sto dolarów. Dolary mogą być prawdziwe, ale raczej polecamy substytut w postaci pieniędzy wyciągniętych z jakiejś gry planszowej. Każdy z interesariuszy może dowolnie rozdystrybuować swoje pieniądze na pomysły leżące np. na kartkach na stole. Suma dolarów wyznaczy nam kolejność elementów.

Gdy przeprowadzamy Hundred Dollar Method fizycznie, pieniądze z popularnej gry planszowej nie zawsze mogą trafić w gusta zebranych osób. Polecamy rozmaite akcesoria do gier planszowych – znajdziemy tam zarówno nic nie znaczące kryształki, szklane countery, jak i tradycyjne złote monety. Jak zawsze w przypadku wprowadzania gier, weźmy pod uwagę naszych odbiorców i dostosujmy wprowadzenie i akcesoria do stopnia powagi panującego w organizacji. Mało kto oprze się pieniądzom zawierającym logo naszej firmy.

Pamiętajmy też, że te ćwiczenie możemy też przeprowadzić w pełni zdalnie, w formule on-line. Wystarczy wykorzystać jedno z popularnych narzędzi typu whiteboard. Można nawet użyć uniwersalnego oprogramowania do zarządzania wszechświatem, czyli Excela.

 

Korzyści z Hundred Dollar Method

Sprytny Product Owner zauważy, że jest to rewelacyjny sposób na zapanowanie nad gronem interesariuszy, którzy mają sprzeczne cele i interesy. Zamiast bawić się w mediatora i próbować wszystkich pogodzić, po prostu rozdajmy im pieniądze i powiedzmy “bawcie się”. I potem nie miejcie pretensji do biednego PO, bo przecież sami tak zdecydowaliście.

Tylko, że oczywiście bez odpowiednio wprowadzenia w tę technikę, to nie zadziała.

Nie możemy traktować tego jako zabawy. Najważniejsza z punktu widzenia interesariuszy jest świadomość tego, że faktycznie rezultat tego ćwiczenia wyznaczy nam priorytety, według których będą realizowane prace. Dla nadania powagi możemy te wydarzenie nazwać np. ustalaniem zakresu najbliższego wydania.

Możemy też pójść o krok dalej i nazwać te sto dolarów “budżetem”, tylko tutaj otwieramy drogę do dalszych modyfikacji metody…

 

Nie zawsze sto dolarów

Jeżeli tylko wypowiemy słowo “budżet”, to od razu przyjdzie komuś do głowy, że przecież nie każdy musi mieć sto dolarów. Niektórzy mogą mieć ich więcej, a inni mniej. I w sumie nie widzę wielkiego problemu z takim podejściem, o ile tylko każdemu wystarcza na podstawową działalność. Możemy tutaj posiłkować się danymi historycznymi i jako punkt wyjścia obrać rezultaty poprzednich wydań.

Tutaj pojawia się kolejna pokusa, żeby zamiast wirtualnych dolarów zacząć używać rzeczywistych Story Pointów. Nie jest to zły pomysł, ale musimy go dobrze przemyśleć. Jeśli nasi interesariusze są na poziomie dyrektorów, to prawdopodobnie będziemy zajmować się Epikami. Wtedy albo wyceniamy je w osobnej skali (“Epic Points“) albo sumujemy zawarte w nich US-y i zaokrąglamy do dziesiątek bądź pięćdziesiątek (np. 20, 40, 60, 100, 150, 200).

Jeżeli chcemy dodatkowo skomplikować swoje życie, Hundred Dollar Method możemy ograniczyć tylko do wymagań znajdujących się w obszarach Should Have i Could Have w myśl metody MoSCoW. To znaczy, najpierw ustalmy niezbędne tematy na najbliższe wydanie. Zróbmy to  z każdym interesariuszem indywidualnie bądź na jakiejś wspólnej sesji. Następnie od przydzielonych budżetów odejmijmy tyle, ile kosztują tematy obowiązkowe. Resztę rozdzielmy zgodnie z metodą.

Albo po prostu rozdajmy każdemu po stówce na “wodotryski”. To jest kolejna alternatywa w przypadku, gdy nasz “core’owy” zakres projektu jest ściśle zdefiniowany, ale chcemy jakoś zarządzić rzeczami ekstra. I chociaż raczej nie polecam robienia wodotrysków, to teraz przyszło mi do głowy, że można Hundred Dollar Method wykorzystać jeszcze w jednym celu. Jeśli mamy jakąś przestrzeń na prace własne, możemy w ten sposób wybierać w zespole, jak chcemy się rozwijać.

 

The Hundred Dollar Debt

Widzieliśmy sytuacje, w których interesariusze brali sprawy w swoje ręce i kompletnie przejmowali planowanie wydań. Mieli swoje budżety, operowali na poziomie epików, wiedzieli co ile kosztuje i byli w stanie planować wydania samodzielnie. Odciążali tym samym Product Ownerów, którzy nie musieli już rozsądzać kłótni. Z czasem cała ta zabawa poszła jednak o krok dalej.

W pewnym momencie wykształciła się specyficzna giełda punktowa, gdzie poszczególni interesariusze pożyczali od siebie punkty na poczet przyszłych wydań. Nie znam stawek i nie wiem jak te pożyczki były oprocentowane, ale na jakimś dziwnym poziomie to działało. Oczywiście, do momentu, aż ktoś zaczął migać się od spłacania długu. I wtedy Product Owner miał jeszcze więcej pracy niż poprzednio…

Hundred Dollar Method nie jest niczym odkrywczym. Tak naprawdę nie różni się ono niczym od głosowania kropkami, które bardzo często uskuteczniamy na Sprint Retrospective. Gdy mamy zbyt dużo tematów na retro, rozdajemy każdemu po markerze i mówimy, że mogą oni postawić do dwóch kropek na tematy, które ich najbardziej interesują. Suma głosów wyznacza nam to, czym będziemy się na retro zajmować.

Ale jednak Hundred Dollar Method brzmi lepiej niż Two Dots Method.

Tomasz Dzierżek

17 lat doświadczenia w IT, 9 lat doświadczenia w Scrum, PSM I-III, Scrum Master zespołów zwinnych, analityk IT, trener Scrum

Click Here to Leave a Comment Below

Leave a Reply: