Sunk cost fallacy

Sunk cost fallacy brzmi strasznie. Po polsku to “koszty utopione”. Długo zastanawialiśmy się, w jaki sposób opisać ten efekt. Odkładaliśmy tę decyzję do czasu, gdy sam z siebie pojawił się idealny przykład. Mowa o kolejce na Kasprowy Wierch.

 

Efekt utopionych kosztów

Efekt utopionych kosztów (ang. Sunk cost fallacy) dotyka każdego z nas. Można zaryzykować stwierdzenie, że codziennie. Każda decyzja dotycząca trwania przy czymś jest potencjalnie obarczona tym błędem poznawczym.

Nie ma znaczenia, czy chodzi o inwestycje kapitałowe (“teraz musi się odbić, nie będę realizował strat”) czy trwanie przy przyjętym sposobie implementacji wymagania (“tyle się napracowaliśmy, dostosujmy to do potrzeb zamiast pisać od nowa”). Sunk cost fallacy może także dotyczyć Zakopanego, a konkretnie kolejki na Kasprowy Wierch. Serdeczne pozdrowienia dla Pawła, który jest chyba jedyną osobą, która tam była, a której udało się uniknąć tych “emocji”.

Jeśli miałbym zdefiniować ten efekt, to zgodnie z ideą pragmatyzmu, użyłbym następującej definicji z Wikipedii:

“Zjawisko polegające na tym, że ludzie maja skłonność do trzymania się wcześniej podjętych decyzji nawet w sytuacji, gdy okazały się one niekorzystne, jeśli tylko były związane z poniesieniem dużych kosztów lub ze znacznym wysiłkiem.” – Wikipedia

Trudno jest nam przyznać się do porażki, więc brniemy w złą decyzję, szukając dla niej wymówek. Taki jest sens tego efektu. A my tymczasem wróćmy do kolejki gondolowej.

 

Kuźnice

To właśnie podczas oczekiwania na wjazd na Kasprowy Wierch doświadczyłem (nie pierwszy raz zresztą) sunk cost fallacy w praktyce. Czekałem w kolejce po bilet około półtorej godziny. Mój umysł podpowiadał mi, że dalsze oczekiwanie ma sens. Bo nawet gdyby miało trwać kolejne półtorej godziny, to zrezygnowanie w tym momencie oznaczałoby zmarnowanie już “wystanego” czasu. Przecież tyle już zainwestowałem w ten wjazd!

Analizując sytuację racjonalnie doszedłem jednak do wniosku, że dalsze oczekiwanie wiąże się z pewnymi niebezpieczeństwami. Nie dość, że może trwać więcej niż 1,5 godziny, to nie gwarantuje też przeżycia tego, po co chciałem się tam wybrać. Pojawił się wiec dylemat – co zrobić?

Biorąc pod uwagę zainwestowany czas, decyzja nie była łatwa. W podjęciu tej właściwej pomógł fakt, że znałem działanie tego efektu i wiedziałem dokładnie, co się wydarzy.

 

Sunk Cost Fallacy w IT

Oczywiście, nie jest to blog podróżniczy, choć ostatnio pisaliśmy już na jego łamach o MoSCoW. Nie opisujemy w nim piękna naszych gór, a skupiamy się na wytwarzaniu produktów, ze szczególnym naciskiem położonym na iteracyjne wytwarzanie oprogramowania. W jaki więc sposób odnieść zagadnienie sunk cost fallacy do tworzenia rozwiązań z zakresu informatyki?

Ile razy zdarzyło się nam uparcie trwać przy raz podjętej decyzji? Ile razy mimo, że otrzymaliśmy jasny sygnał, że np. nasze rozwiązanie “nie spina się” musieliśmy przekonać się o tym na własnej skórze, nawet jeśli było to środowisko produkcyjne?

Tak właśnie działa ten efekt. Chroni nas on przed “stratą” już zainwestowanych aktywów. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy tutaj o pieniądzach, czasie czy innych ważnych dla nas zasobach. A przecież można inaczej.

 

Alternatywy dla Sunk Cost Fallacy

Polskie powiedzenie mówi:

“Tylko krowa nie zmienia zdania”

I bardzo się z nim zgadzam. Pomyślcie, co możemy zrobić z czasem czy pieniędzmi zaoszczędzonymi w rezultacie przerwania “niekorzystnej” inwestycji? Gdy nasz projekt, który miał kosztować dwa miliony rozrasta się do czterech, to przerywając go w tym momencie co prawda tracimy 2 miliony, ale oszczędzamy kolejne dwa. A jak pokazuje doświadczenie – prawdopodobnie dużo więcej, bo na czterech by się nie skończyło. Czy lepiej jest więc “utopić” dwa miliony czy dziesięć?

Potencjalnie zaoszczędzone pieniądze trudno zmierzyć, ale praktyka pokazuje, że na jednym przekroczeniu budżetu kończy się bardzo rzadko. Od “kolejnych dwóch milionów” zwykle się zaczyna. A potem już sunk cost fallacy pokonuje każde zdrowe myślenie. Bo skoro nie odpuściliśmy przy dwóch milionach, to czy odpuścimy przy czterech albo sześciu? Przecież “już tyle zainwestowaliśmy”.

Gdy jednak spojrzymy nie na utopione koszty, ale na to, ile uda nam się przed utopieniem uratować, zmienia się nasza percepcja. Takie podejście spowoduje, że nie dość, że nie poniesiemy straty, to jeszcze możemy wygenerować zyski. Jesteśmy więc podwójnie wygrani.

Czy zerwanie nieudanej inwestycji jest proste? Nie! Co więcej, będzie nam zapewne początkowo towarzyszyło poczucie straconej szansy, a może nawet przegranej. Jeśli jednak na spokojnie przeanalizujemy za i przeciw, nasz wniosek może być tylko jeden.

 

No i co z tą kolejką?

Zrezygnowałem! “Straciłem” co prawda półtorej godziny swojego życia, zaoszczędziłem jednak więcej niż drugie tyle. Zainwestowałem ten czas najlepiej jak mogłem i wybrałem się na jeden z otaczających nas szczytów. I było to właśnie przeżycie, o które mi chodziło.

Wniosek? Jeśli miałbym coś zasugerować, bazując na swoim doświadczeniu, to nie “pchajmy się” we wszystko na siłę. Jeśli dostrzegamy brak logiki w naszym postępowaniu – zrezygnujmy. Przeanalizujmy każdą sytuację, w których zainwestowaliśmy sporo, a nie widać jeszcze końca naszych działań. Podejmując decyzję o przerwaniu może się pomylimy – stracimy wówczas szansę. Może jednak będziemy mieli racje a to spowoduje, ze osiągniemy o wiele więcej.

A Ty, drogi czytelniku, jakie masz doświadczenia z tym efektem? Podziel się z nami swoją historią!

Łukasz Bręk

14 lat doświadczenia w IT, 7 lat doświadczenia w Scrum, PSM, PSPO, Scrum Master zespołów zwinnych, Product Owner, analityk biznesowy, trener Scrum

Click Here to Leave a Comment Below

M - 22 lipca 2020

Ale Krowa jest mądra i jak się doczeka i wjedzie na Kasprowy, to zgodnie z teorią dysonansu poznawczego wymyśla uzasadnienie dla tej decyzji, że wprawdzie trawy nie ma ale widok piękny i że dobrze, że tyle czekała

Reply
Leave a Reply: